Русский Polski English Deutsch
Główna
O nas
Wiadomości
Nasza metoda
Choroby, które leczymy
Cennik świadczonych usług
Foto materiały
Wideo materiały
Komentarze i podziękowania
Najczęściej zadawane pytania
Konferencje
Książka "Praktyczne kompendium...
Publikacje
Sprzedaż towarów
Kontakt
 

Aliaksandr Haretski
Telefon: +48 66 11 22 876
www.medycynaludowa.com
Skype: walesta2001
Adres: ul. Plac Dworcowy 2C, Świebodzice, 58-160, Polska
Adres e-mail: info@folkmedicine.eu

Komentarze i podziękowania:

Autor: Szabanowa Marian w dniu 25.12.2014

Dzień dobry koledzy również cierpiący na choroby! Mam na imię Marian, mieszkam w Dagestanie. Jestem chora na Stwardnienie Boczne Zanikowe od 5 lat. Zaczęło się wszystko od tego, że zaczęłam tracić czucie w prawej nodze, zaczęło się od palców. Mam teraz 55 lat. Chorować zaczęłam w wieku 50 lat. W ciągu 3,5 roku zrobiłam 5 rezonansów magnetycznych, w tym mózgu. Myśleliśmy, że mam coś z głową, robiliśmy różne badania komputerowe, robiliśmy różne zastrzyki, ale nie mogliśmy ustalić co się ze mną naprawdę dzieje. Mówiono również o przepuklinach kręgosłupa… We wrześniu 2013 roku zupełnie przypadkiem w wiejskim prywatnym spzitalu zdiagnozowano Stwardnienie Boczne Zanikowe . Gdy zrozumiałam jaki jest koniec w przypadku takiej choroby zaczęłam się bać. Nie boję się samego umierania, ale tego jak to się dzieje. I tak oto byłam przygotowana do umierania. Jedna sprawa to kiedy masz na coś nadzieję, a tutaj prosto w twarz mówią, że zostało ci 1-1,5 roku, i to wszystko mówią lekarze. Ale przez cały czas szukałam, wierzyłam, bo przecież tylko Bóg wie ile każdemu pozostało, a ja chciałam żyć, zobaczyć wnuki. Nikomu nie mówiłam jak ciężko jestem chora. O tym wiedziała tylko moja rodzina, która zawsze mnie wspierała.

W końcu w lutym 2014 roku znalazłam stronę internetową Akademii Medycyny Regeneracyjnej. Zebrałam się w ciągu dwóch miesięcy i wraz z towarzyszącą mi córką przyjechałyśmy tam. Na tamten moment już miałam bardzo osłabione ręce i nogi. Ciężko mi było mówić, ciężko złapać oddech. Po jednej kuracji zrobiło mi się bardzo dobrze. Powróciło normalne oddychanie, byłam w stanie sama się poruszać. Drugi raz przyjechałyśmy w październiku. Najbardziej nieprzyjemne jest to, że przebywając w domu po kuracjach organizm walczy z moją ciężką chorobą i następują pogorszenia stanu zdrowia. Bywało różnie: było i całkiem źle, i dobrze, ale po każdym pogorszeniu następuje okres polepszenia. Najważniejsze jest by się nie poddawać i wierzyć. Przecież Aliaksandr jest jedyną osobą, która rzeczywiście dała mi wiarę i nadzieję na to, że się wyleczę. Oczywiście teraz nie biegam, przemieszczam się czasem z czyjąś pomocą, czasem sama, ale żyję, jem, śpię, oddycham i wiem, że wszystko będzie dobrze.


Autor: Eleonora Sławińska w dniu 04.04.2012

Mam na imię Eleonora Sławińska – Gronet. Mieszkam w Głaszkach. Jestem bioenergoterapeutą. Pana Aliaksandra poznałam w Księżym Młynie. Tam odbywało się spotkanie wszystkich bioenergoterapeutów z całej Polski. Pan Aliaksandr miał tam swój wykład. Bardzo mnie to zainteresowało, dlatego chciałam bliżej zapoznać się z jego metodami uzdrawiania i jednocześnie odmładzania organizmu.

W moim życiu było dużo tragicznych wydarzeń. Moi bliscy krewni potrzebowali bioenergoterapeuty, gdy byli bardzo chorzy. Będąc pacjentem, rozmawiałam z różnymi bioenergoterapeutami. Widziałam ich efekty lecznicze, ale też dostrzegałam ich błędy. Póżniej, podczas nauki, sama zdałam sobie sprawę, że wykorzystanie tylko samej bioenergoterapii nie daje dużego efektu. Stwierdziłam, że potrzebuję większej wiedzy.

Dlatego wykład Aliaksandra mnie zainteresował. Wykorzystuje on nie tylko jedną metodę uzdrawiania, lecz kilka metod na raz. Metody te wywierają wpływ organizm w całości. Z tego powodu uważam, że ta metoda jest skuteczna. Chciałam bliżej zapoznać się z tą metodą. Napisałam maila i w odpowiedzi dostałam numer telefonu. Zrozumiałam, że to jest właśnie to szkolenie, w którym mogę wziąć udział. W ten właśnie sposób rozpoczęłam naukę. Jestem bardzo zadowolona.

W trakcie nauczania otrzymuję bardzo dużo wiedzy, która jest zupełnie nowa dla mnie, która poszerza moje horyzonty.

Metoda uzdrawiania oczu, wykorzystująca odpowiednie ćwiczenia, jest zupełnie naturalną metodą. Tu dowiedziałam się, że można ją udoskonalić wykorzystując krople ziołowe do oczu.

Jest to zupełnie innowacyjne w porównaniu z informacją znajdującą się w Internecie.

W trakcie nauki otrzymujemy również dużo informacji o innych metodach uzdrawiania, na przykład o metodzie regeneracji komórek, co jest po prostu fantastyczne. Dowiadujemy się też o nowych ziołach. Wcześniej wykorzystywałam zioła i interesowałam się tym tematem, jednak otrzymana tu informacja jest zupełnym odkryciem dla mnie. Dowiadujemy się, w jaki sposób robić maści i jak je wykorzystywać. Dobre jest również to, że widzimy efekty na swoim własnym organizmie. Mamy możliwość sprawdzenia działania tych maści. One bardzo dobrze leczą, po prostu regenerują skórę i działają przeciwzapalnie.

09.01.2011.


Autor: Andrzej Pepczak w dniu 04.04.2012

Mam na imię Andrzej Pepczak. Mieszkam w Pajęcznie. Przyjechałem tutaj po rozmowie z Aliaksandrem na zjeździe bioenergoterapeutów, gdzie się poznaliśmy. Nie myślałem, że poznanie Aliaksandra będzie tak ważnym wydarzenie m w moim życiu. Na kursy trafiłem zupełnie przypadkiem. Interesuję się biolokacją u uważam się za jednego z najlepszych w tej dziedzinie. Mam nawet kilka wykładów na ten temat, które z zasady są kontrowersyjne. Bioenergoterapia powinna być połączona z biolokacją, ponieważ przed rozpoczęciem uzdrawiania trzeba przygotować pomieszczenie, otoczenie, w którym będzie znajdowała się osoba, którą będziemy uzdrawiać. Z tego powodu decyzja o wzięciu udziału w tych kursach nie była dla mnie łatwa. Uważam, że będę mógł udzielić większą pomoc jakiejkolwiek osobie, ponieważ po oczyszczeniu terytorium z negatywnej energii będę mógł pomóc w wyzdrowieniu tej osoby.

Kurs mi się podoba z kilku powodów. Nie jest on kursem szablonowym, jest bardzo praktyczny. Widzę, z jakim zawzięciem i wiarą te kursy są prowadzone przez organizatora. Uważam, że nikt inny nie posiada tyle odwagi, ile jej ma Aliaksandr, który przeprowadza kurs nauczania. W czym się to przejawia? W podejściu do osoby chorej. Byłem zdziwiony i zszokowany metodami uzdrawiania i uważam, że tak powinien postępować każdy bioenergoterapeuta. Osoba, którą uzdrawiamy, powinna być na pierwszym miejscu, a później dopiero cała reszta. Powinniśmy dać zdrowie tej osobie. Jest to najważniejsze. Właśnie temu się tutaj uczę. Uczę się praktyce, ale również i teorii, którą nie zawsze można znaleźć w języku polskim. Tutaj jest mnóstwo literatury dotyczącej tematyki leczniczej w języku rosyjskim, która jest bardziej zrozumiała i bardziej otwarta, niż my mamy. Wymagania stawiane przez Aliaksandra są niepodważalne. Wszyscy powinni być zdrowi w momencie ukończenia kursów.

Życzę, aby wszyscy mieli takiego nauczyciela. Dziękuję.

09.01.2011r.


Autor: Olga w dniu 04.04.2012

Przywoziłam na leczenie swojego syna Nikitę (roczek i 9 miesięcy) chorego na mózgowe porażenie dziecięce.

Nasze uzdrawianie w Akademii Medycyny Regeneracyjnej trwało 17 dni. Takiego uzdrawiania i takiego ciepłego podejścia nie spotkaliśmy jeszcze w żadnym innym miejscu. „Na zabiegi, jak w święto”.

Życzę Panu Aliaksandrowi i całemu zespołowi Akademii dobrobytu, bogactwa i dalszego rozwoju.

8 marca 2012 r.

Olga Pilipene (Kaliningrad)


Autor: Rodzina Balenko w dniu 04.04.2012

Całą rodziną Balenko (Andrzej, Oksana, Zlata) jesteśmy szczerze wdzięczni Panu Aliaksandru Haretskiemu oraz całemu zespołowi za profesjonalne, skuteczne i unikatowe uzdrawianie, ciepłe i radosne spotkanie oraz komfortowe warunki pobytu.

Przyjechaliśmy do Akademii, aby uleczyć naszą córkę Zlatę (roczek i 8 miesięcy) chorą na wrodzoną miopatię układową z hyperfermentemią, a Pan Aliaksandr uleczył nie tylko naszą córkę, ale nas wszystkich. Dzięki autorskiej metodzie uzdrawiania czujemy się jak nowo narodzeni. Pokonaliśmy wszystkie nasze obawy i nałogi. Osiągnęliśmy świetne rezultaty. A co najważniejsze – nasze dziecko zaczęło się rozwijać samodzielnie, jak wszystkie zdrowe dzieci.

W najbliższej przyszłości bardzo chętnie przyjedziemy do salonu SPA.

Życzymy zdrowia, bogactwa, dobrobytu, siły i długowieczności!

Z poważaniem, rodzina Balenko.

Guriewsk, obwód Kaliningradzki.


Autor: Marina, Białoruś w dniu 07.02.2012

Jestem młodą kobietą, ale już miałam problemy ze stawami. Jedna noga najpierw bolała, a w ciągu roku stała się bardziej cieńka (o około 1/3). Starałam się nie kuleć, jednak coraz trudniej było się poruszać. Choroba się rozwijała. Lekarze byli zdziwieni. Po kursie leczenia Pana Aliaksandra ból stawów nóg całkowicie zniknął, nogi wróciły do normalnego stanu (stały się jednakowe) i mogę teraz prowadzić zdrowy tryb życia, uprawiać sport a także nosić buty na obcasie.

Krople do oczu stosowałam zaledwie kilka dni, i nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam zakładać okulary, bez których praca na komputerze w moim przypadku była niemożliwa. Wzrok się zregenerował w 100%. Pomimo tego, że lekarz twierdził, że moja dalekowzroczność jest genetyczna, okazało się, że można to łatwo naprawić.

Szanowny Panie Aliaksandrze!

Bardzo Panu dziękuję za to, że Pan prowadzi działalność charytatywną, za udzieloną pomoc, oraz za to, że przywrócił mnie Pan do normalnego życia.

Marina. Białoruś.


Autor: Porchomienko Nadieżda Ewsejewna w dniu 20.01.2012

Nazywam się Porchomienko Nadieżda Ewsejewna. Urodziłam się w 1955 roku, mam 56 lat. Mieszkam w mieście Mozyr. Pierwszy raz zachorowałam w 1975 roku. Po czym pojawił się reumatyzm i wszystkie schorzenia, wady serca. W roku 1974 byłam na badaniach w Mińsku, gdzie zaproponowano mi operację wady serca, mitralno-aortalnej wady serca. Po tym jak odmówiłam przejścia operacji lekarze mi powiedzieli, że długo żyć nie będę, maksymalnie półtora roku. Znajdowałam się dalej w domu w Mozyrze i przechodziłam leczenie stacjonarne. Były problemy. Zasadniczym problemem były problemy z sercem, mocne duszności. Nie mogłam chodzić, miałam obrzęki nóg. Bardzo źle się czułam. Wyznaczono mi konieczną operację, by dalej żyć na świecie, ale również odmówiłam.

Później rozpoczęłam leczenie, które przepisywał mi Aliaksandr Walentinowicz. Oczywiście, żeby przejść całe leczenie, trzeba mieć dużo cierpliwości, wytrzymałości i pokory, ponieważ nie są to łatwe zabiegi. Było to leczenie z wykorzystaniem metod medycyny ludowej, która zawiera bardzo dużo zabiegów. Całe leczenie odbywało się bez preparatów medycznych. Wcześniej przyjmowałam bardzo dużo tabletek, bardzo często było wzywane pogotowie ratunkowe. Do momentu rozpoczęcia leczenia nie funkcjonowała u mnie wątroba, żołądek, miałam częste obrzęki nóg. Także bardzo mocno bolała głowa, czyli było podwyższone ciśnienie, a czasem to ciśnienie nagle spadało.

Do uzdrawiania miałam trzy wady serca: niedomykalność zastawki aortalnej, niedomykalność zastawki mitralnej i wada aorty. Wszystkie te wady były 3 i 4 stopnia. Mając te wady czułam się bardzo źle, nie mogłam chodzić, nie mogłam wchodzić po schodach, bardzo źle spałam, ogólnie czułam się bardzo źle.

Powiem kilka słów na temat odżywiania się. Jeśli zjadłam trochę więcej niż normalnie, odczuwałam bardzo duże duszności. Czyli choroba wpływała również na odżywianie. Trzeba było odżywiać się nie tak jak normalni ludzie 3 razy dziennie, a bardzo często, ale w małych ilościach. Jeśli jadłam więcej, to zawsze miałam duszności.

Od 2009 roku rozpoczęłam uzdrawianie metodą Aliaksandra Walentinowicza. Kurs uzdrawiania odbywał się przez pół roku w ciągu dwóch tygodni raz na dwa miesiące. Po półrocznym leczeniu zrobiłam USG serca. Wcześniej miałam wady serca 3 i 4 stopnia. Po zrobieniu USG po półrocznym uzdrawianiu moje wady serca polepszyły się, stały się 1 i 2 stopnia. Po półrocznym leczeniu czułam się bardzo dobrze. Miałam mniejsze duszności, można powiedzieć, że w ogóle prawie znikły. Zanikły obrzęki nóg, polepszył się stan wątroby i żołądka. Można powiedzieć, że poczułam się jak zdrowy człowiek.

Na dzień dzisiejszy czuje się bardzo dobrze, odżywiam się dobrze, jak normalni ludzie. Po naszym kursie uzdrawiania w ciągu roku byłam dwa razy bardzo przeziębiona. Leżałam w szpitalu, ale swoje serce odczuwałam już w zupełnie inny sposób. Te problemy z sercem, które miałam wcześniej, już nie były odczuwane i nie odczuwam ich teraz. Na dzień dzisiejszy nie mam duszności, bez problemu wchodzę na 3 piętro, przy tym nie odczuwam bólów serca. Myślę, że czuje się jak normalny człowiek. Ciśnienie teraz mam dobre, normalne ciśnienie, 135 na 75. Na dzień dzisiejszy przez półtora roku nie biorę już tabletek, tylko w sytuacjach wyjątkowo nerwowych.

Chciałabym jeszcze powiedzieć, że pracownicy medyczni nie akceptują tego typu leczenia. A ja, jako kobieta, która przeszła takie leczenie wierzę w to. I dzięki Bogu, że są tacy ludzie, którzy pomagają takim chorym ludziom jak my. Wiem, że nie tylko ja jestem chora, jest wielu takich chorych ludzi, którzy chorują na wady serca, nie mogą się ruszać, mają duszności. Jednak chciałabym zwrócić się do medycyny i wszystkich tych chorych ludzi, którzy chorują i chorowali tak jak ja, że trzeba wierzyć, trzeba leczyć się nie tylko u lekarzy, ale również u takich ludzi, jak Aliaksandr Walentinowicz, który ma siłę, cierpliwość, energię, żeby pomóc nam, chorym ludziom. Jestem mu za to bardzo wdzięczna.

Również chciałabym powiedzieć, że nie trzeba zamykać drzwi przed takimi ludźmi jak Aliaksandr Walentinowicz, a trzeba odwrotnie, otwierać drzwi i wierzyć w to. Uważam, że tacy ludzie mają dar od Boga, który jest przekazywany do nas, czyli ludzi chorych, abyśmy się uzdrowili. Takich ludzi jest bardzo mało. Chciałabym jeszcze powiedzieć, że bardzo dziękuję Aliaksandru Walentinowiczu za to, że mnie leczył, oddawał całą swoją siłę, całą energię. Nawet kiedy jak z kimś rozmawiam, to pytają w pierwszej kolejności ile za to płaciłam. Ale dzięki takiemu człowiekowi nie zapłaciłam ani jednego rubla. On mnie przyjmował po ludzku i leczył „od serca” z dobrym zamiarem. Ludzie leczący od serca z dobrym zamiarem, są to ludzie, którzy mają dar od Boga, którzy rzeczywiście pomagają takim ludziom, jak ja. Takich ludzi u nas źle odbierają, zamykają drzwi przed nimi, a przecież nie wolno tego robić, racja? Jeżeli by było więcej takich ludzi, i lekarze łączyli praktykę medyczną z metodami medycyny ludowej praktykowanej przez takich ludzi jak Aliaksandr Walentinowicz, to uważam, że chorym ludziom było by zdecydowanie lepiej, dzięki takim ludziom.

Choroby, które mam medycyna uważa za nieuleczalne. Jednak mogłabym powiedzieć odwrotnie, że trzeba wierzyć, trzeba znajdywać takich ludzi jak Aliaksandr Walentinowicz i wierzyć we wszystko. Nie siedzieć, nie czekać, aż wszystko zgaśnie, tylko trzeba się starać, leczyć się, czyli mieć chęć żyć. Jeśli człowiek będzie chciał żyć, to będzie dążyć do wszystkiego. Trzeba bardzo dużo nad sobą pracować, czyli powinno być dążenie do życia. Jeśli człowiek chce żyć, to wszystko przezwycięży.

Uważam, że w moim przypadku można by było osiągnąć większych rezultatów, jak bym miała lepsze warunki mieszkalne, jak bym wykonywała wszystkie ćwiczenia o których mi mówiono i radzono. Ale będę szczera, nie wszystko mi wychodziło. Nie chodzi o to, że nie chciałam. Oczywiście zdrowie jest dla mnie bardzo ważne. Po prostu czasami nie było warunków do wykonywania wszystkiego tego, co mówił Aliaksandr Walentinowicz.

Powiem także, że leczenie samo w sobie nie jest trudne. Trzeba umieć nad sobą pracować. I absolutnie nie wolno się lenić. Jak mówi Aliaksandr Walentinowicz “Lenistwo rzeczywiście nigdy nie da się wyleczyć, to najbardziej straszna choroba, reszta jest uleczalna”.

Do pełnego uzdrowienia potrzebna jest wiara w Boga. Jeśli człowiek będzie wierzyć, to wszystko będzie z Bożej woli. Żeby wyzdrowieć, trzeba obowiązkowo czytać modlitwy wieczorne i poranne, czyli prosić Boga o zdrowie. Oczywiście Bóg tak po prostu nie da zdrowia, dlatego trzeba pracować, pracować i pracować. Do tego trzeba mieć cierpliwość i pokorę. Jest to bardzo trudne, ale trzeba w to wszystko wierzyć, a głównie w Boga.

Jestem bardzo zaskoczona zdolnościami Aliaksandra Walentinowicza. Przed tym jak iść na USG on, jako pierwszy mówi jaki będzie u mnie dziś stopień wady serca, np. pierwsza, druga. On przepowiada swoimi rękami równie dobrze jak USG. Jeśli np. dziś mam zaplanowane USG, on mnie sprawdził i powiedział, że dziś u ciebie jest pierwszy lub drugi stopień wady serca, rękami. Poszliśmy na USG i tam nam to samo powiedzieli. Ten człowiek ma tak dużo zdolności. Powinniśmy być dumni, że na Białorusi jest taki uzdrawiacz, jak Aliaksandr Walentinowicz.

Uważam, że na dzień dzisiejszy, można uleczyć wszystkie choroby za pomocą metod naturalnych. Uważam, że do pełnego uzdrowienia człowieka, obowiązkowo są potrzebne ręce uzdrawiacza. Jestem bardzo wdzięczna uzdrawiaczu Haretskiemu Aliaksandru Walentinowiczu za to, że tyle czasu mi poświęcił, miał dużo pracy ze mną, za jego dobroć, za jego dobry stosunek do takich chorych ludzi jak ja. Rozumiem, że on bardzo dużo traci czasu na mnie. Jednak wiem, że Bóg go też nie zostawi, jeszcze bardziej go wzmocni i da mu więcej energii, by mógł więcej pomagać takim ludziom, jak ja.


Autor: Swetlana w dniu 19.01.2012

Pragnę przekazać najszczersze i najcieplejsze podziękowania dla Pana Aleksandra Haretskiego. Jest to wspaniały, wrażliwy, dobry człowiek i uzdrowiciel, który pomaga stać się i być zdrowym. Kilka słów o sobie: Piętnaście lat temu zdiagnozowano u mnie chorobę krwi, jaką jest niedokrwistość aplastyczna z PNH (Napadowa nocna hemoglobinuria lub zespół Marchiafavy-Micheliego). Przez praktycznie pół roku znajdowałam się w różnych klinikach w Moskwie, póki nie postawiono mi taką diagnozę. Przeprowadzano długie badania, a następnie próbowano mnie leczyć, jednak wszystko było bez skutku. Jedyny sposób, w jaki lekarze byli w stanie mi pomóc, to comiesięczne transfuzje krwi (przelewanie przemytych erytrocytów). Jednak za każdym razem hemoglobina spadała do poziomu 40 jednostek. W ciągu tych lat wiele razy miałam stan krytyczny, różne powikłania, zakrzepicę żył głębokich oraz ogromny guz, który mi wycięto półtorej roku temu… Dostałam I grupę niepełnosprawności, jednak w dalszym ciągu miałam nadzieję, że przeżyję… Przez ten cały czas szukałam pomocy, czytałam dużo różnych książek, próbowałam różne metody leczenia, byłam w Chinach i Indiach - jednym słowem szukałam wszędzie pomocy…

O Panu Aleksandrze dowiedziałam się pół roku temu, można powiedzieć, że przypadkiem, gdy szukałam w Internecie informacji o polaryzacji człowieka. W tamtym momencie byłam pewna, że to pomoże mi się wyleczyć, jednak nie wiedziałam jeszcze w jaki sposób. Po przeczytaniu o Panu Aleksandrze, intuicyjnie od razu uwierzyłam mu oraz uwierzyłam w jego metodę leczenia. I się nie pomyliłam!! Teraz, po przejściu pierwszego kursu uzdrawiania, mogę z pewnością i wdzięcznością powiedzieć, że metoda działa i mam już świetne rezultaty. Na chwilę obecną zmniejszył mi się obrzęk nogi, którą miałam chorą na zakrzepicę żył, poprawił mi się wzrok, wzrósł poziom hemoglobiny i jest on stabilny. Ogólne samopoczucie jest o wiele lepsze, pojawiła się energia życiowa. Żyję, mój organizm pracuje i jestem aktywna!!

Drugi kurs uzdrawiania jeszcze jest przede mną i mam nadzieję, że będzie on już etapem końcowym.

Bardzo dziękuję, Panie Aleksandrze za to, że Pan jest na świecie!!!

Stepanowa Swetlana, Moskwa 2011


Autor: Rodzina Tabakajew w dniu 17.01.2012

Odpoczywaliśmy i uzdrawialiśmy się w Akademii z dnia 25.12.2011r. aż do dnia dzisiejszego włącznie.

Bardzo nam się spodobała metoda autorska Pana Aleksandra Haretskiego, która jednocześnie jest prosta w zrozumieniu, dobrze i logicznie ułożona oraz ma poważną naukową podstawę.

Ciepłe powitanie i przyjemna atmosfera. Czuliśmy się jak w domu! A świętowanie Sylwestra w górach zapamiętamy do końca życia! To było feeryczne!

Bardzo miło spędziliśmy czas, uzdrowiliśmy się i zadowoleni jedziemy do domu.

Będzie nam was brakować! Do zobaczenia!

P.S. Bardzo polecamy wszystkim, kto chce poważnie poprawić swój stan zdrowia oraz najzwyklej spędzić miło czas.

Rodzina Tabakajew. Białoruś.


Autor: Tatiana Szapowalowa w dniu 17.01.2012

13.01.2012 r. Pobyt od dnia 25 .12.2011r. do 13.01.2012r. włącznie.

Jechaliśmy do… nikąd, a przyjechaliśmy do „małego raju na ziemi”, gdzie robią wszystko, aby człowiek był zdrowy. Bardzo jesteśmy wdzięczni za ciepłe powitanie i miłą atmosferę, za ogromną chęć faktycznie pomóc, wyleczyć i nastawić na zdrowy tryb życia. Bardzo starannie przemyślane oraz skuteczne już od pierwszego dnia uzdrawianie.

Wszystkim, którzy dążą do poprawy swojego zdrowia, polecam przejście kursu uzdrawiania w Akademii Medycyny Regeneracyjnej.

P.S. Karlowe Wary przy tym - to nic!

Tatiana Szapowalowa. Białoruś.


Autor: Swetlana, Dmitrij w dniu 07.01.2012

24.12.2011-13.01.2012r.

Rodzina Sachonczik-Krajko z Mińska dziękuje bardzo Akademii Medycyny Regeneracyjnej, w szczególności Panu Aleksandrowi Haretskiemu, za program uzdrawiania. Dziękujemy za ciepłe powitanie i przyjazną atmosferę. Nasze zdrowie w Pańskiej głowie i „Pańskich rękach”. Dziękujemy za Pańską wiedzę (masaże itd.)….. Pan i Pańska rodzina zawsze jesteście przez nas mile widziani.

Swetlana, Dmitrij. Białoruś.


Autor: Rakuts Olga w dniu 07.01.2012

Szanowny Panie Aleksandrze!

Dziękuję bardzo Panu oraz Pańskiemu kolektywowi za to, że Pan za pomocą swoich zdolności uzdrowicielskich, wiedzy, działań, naukowo uzasadnionej i bardzo dokładnie przemyślanej metody wyprowadza ludzi z krytycznych stanów zdrowotnych i wprowadza do zdrowego i radosnego życia.

Na własne oczy widziałam, jak jednego z obywateli Polski dosłownie „przynieśli” (nie mógł on chodzić) do gabinetu Pana Aleksandra. Mija 10 dni i człowiek sam przyjeżdża samochodem. Czyż nie jest to cud?! A wszystko dlatego, że wykorzystuje się cały system metod i łączy się go w całość.

Są to: ziołolecznictwo, zabiegi bioenergoterapeutyczne, terapia manualna, i, co najważniejsze, wpływ biopola na pacjentów bez stosowania żadnych preparatów leczniczych. Dziękujemy Panu bardzo za Pańskie „złote ręce”.

Pańska działalność i uzdrawianie odsłoniły przede mną nowy, jeszcze bardziej wysoki stopień w rozwoju i dążeniu do zdrowia oraz miłości do samego siebie. Pan jest przykładem miłości Boga na tej ziemi.

Z całego serca życzę Panu oraz Pańskiemu wspaniałemu, miłemu i sumiennemu kolektywowi coraz większych sukcesów we wspinaniu się po tej złotej nici łączącej was Bogiem.

Dziękuję bardzo za świetne warunki zakwaterowania, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Dziękuję również za książkę pt. „Praktyczne kompendium odmładzania i całkowitego uzdrawiania z chorób i raka”. Z niecierpliwością czekamy na kolejne publikacje.

Szczególnie chciałabym podziękować Pani Irinie oraz dzieciom Andrzejowi, Anastazji i Aleksandrowi za ciepło, życzliwość i zainteresowanie.

Życzę, aby Pańskie dusze, pełne miłości, dobroci i mądrości, zawsze zachęcały do nowych działań, prowadziły wszystkie wydarzenia w życiu, kierowały każdym słowem i czynem.

Do zobaczenia!

Z poważaniem, Rakuts Olga.

Białoruś, Mińsk, w. Zareczie 14.01.2012r.


Autor: Wioleta w dniu 04.04.2011

Wyrażam ogromną wdzięczność Aleksandrowi Haretskiemu, który podzielił się doświadczeniami Akademii Medycyny Regeneracyjnej. Jestem wykwalifikowaną bioenergoterapeutką postanowiłam podnieść zakres wiadomości w dziedzinie medycyny ludowej. Czego się nauczyłam w ciągu 5 miesięcy - przeszło moje oczekiwania. Zdobyłam fantastyczną, wprost niewiarygodną wiedzę! Wiedziałam, że w toku nauki będziemy się również uzdrawiać. Po czterech sesjach odzyskałam dawny wzrok i mogłam zrezygnować z okularów o mocy +2. Trudno w to uwierzyć! Kiedy wszyscy stwierdzili, że nie można mnie uleczyć bez leków i operacji, Aleksander Haretski, stosując swoje metody, dokonał wyleczenia w ciągu czterech dni. Leczyłam się sama u znanych bioenergoterapeutów i lekarzy, co nie dawało rezultatów. Za pomocą metody Aleksandra Haretskiego pozbyłam się wszystkich problemów ze zdrowiem.

Jego profesjonalizm budził u pacjenta zaufanie, który czuje się bezpiecznie. Wrażliwość Haretskiego, połączona z rzetelnością posiadanej wiedzy korzystnie wpływała na samopoczucie leczonego człowieka. Bardzo istotne było także indywiualne podejście do każdego chorego, które nie miało nic wspólnego z “taśmowym” leczeniem szpitalnym. Dla niego każdy pacjent, to nie tylko jednostka chorobowa, ale przede wszystkim człowiek ze swoimi problemami, bardziej lub mniej skomplikowanym stanem psychicznym. Stosowane przez Haretskiego niekonwencjonalne metody leczenia pozwalają eliminować tradycyjne leki, tak często mające działania uboczne.

Aleksander Haretski w Polsce mieszka od niedawna. Jego wiedzy nie można zawrzeć w jednym tomie książki. Posiadane przez niego wiadomości mogą budzić zazdrość profesorów akademickich. Jego metody leczenia wykorzystywane są już w kilku krajach. Jest autorem metody niechirurgicznego leczenia chorób serca, raka, kręgosłupa oraz przywrócenia pracy systemu nerwowego, funkcji ruchomych organizmu, wzroku i wielu innych chorób, powszechnie uznanych za nieuleczalne. Dużo czasu poświęca różnorodnej działalności biznesowej, kosztem leczenia chorych. Ze względu na wielki zasób jego wiedzy i bogate doświadczenie przestępstwem byłoby ich nie wykorzystać w leczeniu chorych. Dlatego powołał do życia Europejską Akademię Medycyny Ludowej i buduje pierwszą w Polsce klinikę leczenia chorób nieuleczalnych.

Po naukę do niego przyjeżdżają z całej Polski. 90% uczących się już posiada dyplomy bioenergoterapeutów i fizjoterapeutów. Wcześniej leczyłam się u najlepszych bioenergoterapeutów. Nie obrażając nikogo, wiadomości, które zdobyłam u Aleksandra Haretskiego są niewspółmierne do poprzednich. Obejmują one wszystkie kierunki i metody uzdrawiania z każdej choroby.

Chorują wszyscy: lekarze, uzdrowiciele, ministrowie, prezydenci. Jak bardzo mądry człowiek by nie był, jaką opiekę by nie miał, i tak każdy ma problemy ze zdrowiem. Długo obserwowałam pracę Aleksandra Haretskiego z pacjentami i zrozumiałam, że dla niego rzeczywiście nie istnieją choroby nieuleczalne. To, co robi nawet nie można nazwać leczeniem. On stosuje znane i opracowane przez niego samego metody, proste zabiegi i zmusza organizm do regeneracji dowolnego uszkodzenia. Całkowicie uzdrawia cały organizm. Jestem pod wrażeniem tego, jak dokładnie i bezbłędnie stawia diagnozę i przypisuje zabiegi oraz jak rozumie, co dokładnie jest potrzebne każdemu narządowi, każdej komórce ciała. Można odnieść takie wrażenie, że komunikuje się z pacjentem nie tylko w sposób zwykły, ale też telepatycznie porozumiewa się z organizmem pacjenta i w jakiś niezrozumiały sposób ustala minimalny, ale wystarczający zestaw zabiegów potrzebnych do regeneracji zdrowia pacjenta. Wszyscy podobni do mnie ludzie, którzy są niecierpliwi i mają choroby przewlekłe przez około 20 lat chcą wyzdrowieć w ciągu 5 minut. Dopiero dzięki Aleksandrowi Haretskiemu zrozumiałam, w jaki sposób następuje rzeczywiste uzdrowienie i jak powinien wyglądać tryb życia, by być zdrową osobą. Niezbędna jest znajomość naturalnych i tradycyjnych metod oddziaływania na organizm, a także trzeba nauczyć się poświęcać czas swojemu zdrowiu.